Inspiracje

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

telefon

– Halo, dzień dobry! Mogę rozmawiać ze Stwórcą?

– Dzień dobry! Łączę!

– Dzień dobry moja Duszyczko! Słucham cię uważnie! 

– Boże, proszę, spełnij moje najskrytsze marzenia!

– Dobrze, moja droga, wszystko, czego sobie zażyczysz! Ale najpierw połączę cię do Działu Życzeń Spełnionych. Postaraj się zrozumieć, jakie błędy popełniłaś w ubiegłych latach.

Głos w słuchawce: „Proszę czekać, łączę z operatorem działu życzeń”. 

Czekam.

– Witam panią! W czym mogę pomóc?

– Dzień dobry! Przekierował mnie do państwa Stwórca i powiedział, że zanim wypowiem nowe życzenia, byłoby wskazane żebym odsłuchała poprzednie.

– Rozumiem, … szukam…jeszcze chwila…O, są! Pani życzenia, proszę słuchać!

– Słucham z uwagą!

– Zaczynam od poprzedniego roku:

  1. Znudziła mi się ta praca! (wykonano: „praca się znudziła!”)

  2. Mąż nie zwraca na mnie uwagi! (wykonano: „nie zwraca!)

  3. Troszeczkę pieniędzy by się przydało! (wykonano: „pieniędzy – troszeczkę!”)

  4. Koleżanki to debilki! (wykonano: „debilki!”)

  5. Żeby chociaż jakieś mieszkanie było! (wykonano: „X piętro, bez windy, poddasze, dach przecieka… jakieś mieszkanie – jest!”)

  6. Żeby na urlop wyjechać, byle gdzie… (wykonano: do teściów, na działkę… „byle gdzie – jest!”)

  7. Nikt mi nawet kwiatów nie podaruje. (wykonano: „nie podaruje”)

– Mam kontynuować? Samego czytania będzie prawie rok…

– Nie, nie! Zrozumiałam! Proszę mnie przełączyć do Stwórcy!

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Maxwell

 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

porządkiZRÓB PORZĄDKI W SWOIM ŻYCIU!

Wyrzuć wszystko, co nie działa. Teraz. Weź i wynieś na śmietnik.

Buty, dajmy na to, w których się potykasz, jest Ci niewygodnie – na śmietnik. Talerz ze starego serwisu, na którym już nic nie podasz – wystaw przed drzwiami, może ktoś weźmie.
Karteczkę z dietą, przyczepiona na drzwiach lodówki…

Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne: „wyobrażasz sobie, co za koszmar!”, a Ty: „Uhm! Koszmar!”, a sama przestępujesz z nogi na nogę, bo Twój ulubiony serial zaraz się zacznie, kąpiel stygnie (pachnąca kąpiel po ciężkim dniu). Twoja znajoma (ta od telefonu) ma codziennie koszmar – po co Ci to?

Wyrzuć słowa, które wypowiadasz rano do budzika: „jeszcze pięć minut”. Albo wstań od razu, albo ustaw pobudkę dla siebie, a nie dla sumienia. Nie działa!

Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, gdy są umalowane – albo się nie maluj, albo nie pocieraj – przecież oczy to boli!
Wyrzuty z powodu tego, czego dziś nie zdążyłaś zrobić – won. NOBODY IS PERFECT – powieś sobie na lodówce zamiast diety.

Wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości, wyborów, które kiedyś zrobiłaś… wyrzuty – won do diabła. Wszystko się zgadza. Co by się nie zdarzyło, to był jedyny prawidłowy wybór wtedy, w tamtej sytuacji.
Żadnego żalu – tylko doświadczenie i wdzięczność.
Żadnego rozmyślania „co by było, gdyby…” – albo rób, albo nie myśl.
Spróbuj – jak się spodoba, to idź dalej. Lodowisko, nauka japońskiego, poznać kogoś, nowa praca, nowa fryzura, teatr… Dziś, dobrze? Choć jedną rzecz, ok? Zamiast rozmyślania, które trzeba wyrzucić.

Wyrzuć zwyczaj przepraszania po kilka razy. Wystarczy jedno szczere „przepraszam”, jeśli jest powód. Reszta to śmieci, balast.

Swetry, sukienki, dżinsy i inne badziewie, które Ci nie pasuje, pogrubia, postarza – won! Żadnych „na działkę”, żadnego „do lasu”! Na przemiał!
Przecież nie znalazłaś siebie na śmietniku – masz być zawsze piękna!

Wyrzuć „walizkowe relacje”, które są jak walizka bez rączki, co to i nieść ciężko i wyrzucić szkoda. Ręce ci jeszcze nie odpadły? Zdecyduj się i zamień je na eleganckie, z kółeczkami, takie, co same jadą ku radości wszystkich. Zrozumiałaś metaforę? Pięknie, lekko, komfortowo, pewnie.

Resztki kosmetyków, zbędne lekarstwa, przeterminowane kremy – won! Zasługujesz na świeże, dobre, najlepsze.
Obietnice, że „kiedyś” napiszesz, zadzwonisz, zrobisz, zaniesiesz, kupisz – jeśli wiszą ponad tydzień i nikt nie umarł, to znaczy, że są zbędne. Wykreśl.

Słowa „nie umiem”, „nie znam się” – nie działają. Dowiedz się, naucz, poznaj albo zapłać temu, co umie. Przecież nie prowadzisz hodowli kompleksów, tylko chcesz żyć wygodnie, prawda?

Wspomnienia, z powodu których trzęsą ci się ręce i masz łzy w oczach – won! Jak wrócą – ponownie delete.
Nie zatruwaj sobie życia. Było – minęło!

Zwyczaj ciągłego ustępowania, bycia „grzeczną dziewczynką”, przemilczania, nawet gdy czegoś bardzo potrzebujesz, ale „co ludzie powiedzą” – wyrwij z korzeniami! Mów, proś, komentuj, wypowiadaj się – grzecznie i taktownie, ale zgodnie z własną wolą i o swoich potrzebach.

Strach przed starością, chorobą, przed nowym, wątpliwości co do swojej urody i wdzięku, brak wiary we własne szczęście – spakuj i spal, a popiół – na wiatr.
TO NIE DZIAŁA, NIE POMAGA. Przeszkadza żyć po ludzku.

Zepsute zapalniczki, długopisy, czajnik, kuchenkę – won. Kupisz nowe.

Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie – wywal już teraz, zaraz, natychmiast! Skończysz czytać – idź na spacer. Tam jest dobrze, jest świeży podmuch powietrza, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg. Przejdź się, pooddychaj, popatrz, posłuchaj, powąchaj.

TO ŻYJE! TO DZIAŁA!

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

skorupka

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

„Pewnego razu sufi uzdrowił chore dziecko.
Wypowiedział nad nim kilka fraz i oddał je rodzicom ze słowami:
-Teraz już wszystko będzie dobrze.
Ale jakiś niedowiarek powiedział:
– Jak to możliwe, żeby kogoś uleczyć kilkoma słowami?
Sufi był łagodnym człowiekiem i nikt nigdy nie spodziewałby się po nim tak gwałtownej reakcji, ale teraz odwrócił się i zawołał:
– Jesteś głupcem, niczego nie rozumiesz!
Mężczyzna był bardzo obrażony. Zrobił się czerwony na twarzy, oblało go gorąco. Wówczas sufi rzekł:
– Jeżeli jedno słowo mogło cię wprawić w taką złość, to czemu nie miałoby mieć mocy uzdrawiania? „
 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Inspiracja

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

czasMinie z czasem

„- Czas! Czaaas!!! Gdzie jest ten cholerny czas?!!!
– Jestem. To ja, Czas. Czego wrzeszczysz?
– Jak to – czego wrzeszczę?! Dlaczego mnie nie leczysz?
– Ja??? A z jakiej racji? Czy ja jestem lekarz jakiś czy co?
– Dusza mi się rozlatuje! Serce mi pęka! Na kawałki!
– No to może pozamiatam… Sama mogłabyś po sobie posprzątać, ale co tam. Widzisz, czysto, żadnych kawałków, no to biegnę dalej.
– Dokąd to??? Dokąd? A w środku?
– Co – w środku?
– W środku też trzeba posprzątać! Przecież mam duszę zranioną!
– No to lecz sobie swoją duszę!
– A ty? Przecież wszyscy mówią, że Czas leczy rany…
– Kłamią. Albo się mylą. Czas posypuje piaskiem, pokrywa kurzem. Trochę przysypię, żeby nie było widać… Ale tam, pod spodem rana zostaje. I zapalenie czasem też się może wdać, nic przyjemnego.
– Ale przecież musisz to jakoś leczyć…
– Jak, powiedz mi proszę, jak??? Aspiryną? Maścią? Lewatywą? Jak mam leczyć?
– Nie wiem – zacierać wspomnienia… wyzwalać… rozpuszczać ciężar przeszłości… zmazywać stare urazy… Czyż nie?
– Ale z was lenie, kochani ludzie! Ciągle czekacie, aż ktoś przyjdzie i wszystko za was zrobi. Dlaczego sama nie spróbujesz?
– Co mam spróbować?
– Wyzwolić się… rozpuścić ciężar przeszłości… zmazać stare urazy… Jednym słowem – wykorzystać Czas, to znaczy mnie, maksymalnie korzystnie dla siebie. Pogrzebać w sobie, duszę uporządkować…
– Co ty gadasz! To boli! Jak mam tam grzebać, jak tam ciągle świeża rana krwawi!
– Wiesz co? Krwawią tylko te rany, którym nie dajesz spokoju. Szarpiesz je ciągle, rozdrapujesz. Po co sobie te rany otwierasz?
– Ja? Same się rozdrapują!
– Samo nic się nie dzieje. Zawsze jest jakiś ktoś, kto coś robi. Albo nie robi. Brak działania to też działanie. Co robisz, żeby wyleczyć swoje rany?
– Staram się o tym nie myśleć, nie przypominać sobie. Nie dopuszczam do siebie żadnych takich sytuacji. Nie zakochuję się. Bo to miłość mnie tak zraniła! Miłość boli!
– To nie miłość boli, tylko twoja rana boli. Pewnie ją zanieczyszczasz urazami?
– Wcale nie! Dawno już zapomniałam i wybaczyłam!
– Kłamiesz. Gdybyś wybaczyła, to by nie bolało. Skoro boli to znaczy, że wrzód się zrobił, złość w nim kipi na siebie i na innych, a pewnie i jedno i drugie. Czasu nie oszukasz. Ja wszystko widzę.
– Ale jak mogę wybaczyć zdradę? Przecież to było!
– No właśnie. BYŁO. Było i zostało tam, w przeszłości. A ty jesteś już tutaj. Tutaj jest inaczej, ty też jesteś już inna.
– A pamięć? Co mam z nią zrobić?
– A po co masz coś z nią robić??? Pamięć po to jest ci dana, żebyś po raz drugi nie nadepnęła na te same grabie. Żeby tym razem było inaczej. Po co ci doświadczenie było dane??? Sprezentowane???
– Powiedzmy, że masz rację… a gdzie mam, według ciebie, podziać cały ten bagaż? Zdrady, rozstania, kłamstwa, oszczerstwa? Przecież to cały czas wyziera z przeszłości, wypełza!
– Po to właśnie wypełza, żeby je uporządkować, przeanalizować i puścić wolno. Przestań się wreszcie obrażać. Urazy są jak sól na ranę, nie pozwalają się zagoić, jątrzą.
– Jak mam się nie obrażać, kiedy to boli?
– Boli, bo trafiło w czułe miejsce. Gdyby to ciebie nie dotyczyło, to by się odbiło jak groch od ściany.
– Zdrada ma się odbić jak groch???
– Zdrada też. Bo zdrada nie istnieje.
– Jak to nie istnieje?
– A tak to. Po prostu czyjeś wybory ci się nie podobają, są dla ciebie niewygodne, niekorzystne, nieprzyjemne, no to stoisz pośrodku i wrzeszczysz „Zdradzili mnie!” A tak naprawdę, to tylko zabrali zabawkę.
– Poczekaj, to nie jest takie proste! „Zabawkę”??? A jeśli pół życia poświęciłam na tę zabawkę, to co?
– A kto ci kazał? Przecież z czasem wszystko się zmienia, jedno odpływa, inne przypływa… Czas jest zmienny. I świat jest zmienny. Ponieważ ja jestem właśnie jedną z charakterystycznych cech świata.
– I co z tego wynika?
– Podziękuj temu, co cię zdradził albo skrzywdził. Podziękuj za to, że wyrwał cię z otępienia, zapoczątkował zmiany, zmusił do ruchu. Nigdy nie mów „chwilo, jesteś piękna, zatrzymaj się”. To niebezpieczne zjawisko – zatrzymywanie chwil. Czas nie czeka! Zastój to śmierć, a ruch to życie.
– Co za bzdury! Mam dziękować za to, że mnie ktoś pokaleczył? Powinnam mu dziękować za ból?
– Nikt nikomu nic nie powinien. Jak chcesz, to się obrażaj i cierp, pogłębiaj rany, rozdrapuj. Jak nie chcesz – podziękuj i idź sobie dalej spokojnie, łap równowagę. Jak zechcesz – tak postąpisz.
– Słuchaj, Czas, a to prawda, że nie leczysz? Bo wiesz, już mi trochę lżej…
– To dlatego, że już sobie sama rozłożyłaś co nieco po półkach. Jak w sklepie. A raczej – jak w muzeum krajoznawczym. Ja tu jestem przewodnikiem. „Zwróćcie uwagę, mili państwo, w tej witrynie leżą starożytne Urazy, dosłownie sprzed nowej ery. Wydobyte prawie w całości, zasuszone, sklasyfikowane, przekazane do muzeum w darze. A tu możecie obejrzeć Naczynie Żalu, obecnie puste, ale znalezione z zawartością prawie po brzegi. Na lewo wizerunek koszmarnego stworzenia, które w swoim czasie gnieździło się w okolicach ludzkiego kręgosłupa – to Poczucie Winy. Teraz to truchło jest własnością muzeum. Następna sala. Portrety Strasznych Zdrajców, jak widzicie, nie ma ich zbyt wielu, a ostatni był bardzo dawno temu, ponieważ dynastia zaczęła wygasać po Pierwszej Pozytywnej Rewolucji”. I tak dalej. A nad wejściem znajduje się portret założyciela, sponsora i właściciela muzeum. Twój portret. W złoconych ramach. Jak ci się podoba?
– Hej, Czas, jesteś kreatywny i zabawny.
– No pewnie. Jakbym nie był, to bym z wami, ludźmi, długo nie pociągnął.
– To powiadasz, że niepotrzebnie te urazy zbieramy, chowamy, pielęgnujemy?
– Niepotrzebnie. Po co ci taki zapas bomb zegarowych z opóźnionym zapłonem. A promieniują lepiej, niż bomba atomowa, całe życie potrafią zatruć. Czas się uwolnić.
– Osad jakiś mi został… zła jestem… na siebie, że cię wcześniej nie spytałam.
– Osad to Osąd, sprytnie się kamufluje. Przestań się osądzać. Na wszystko przychodzi Czas. Widocznie nie było wcześniej gotowości, dopiero teraz dojrzałaś. Dobra, pogadaliśmy sobie, a ja już muszę w drogę. Ktoś mnie znowu woła, pewnie następny, dla którego Czas się zatrzymał.
– Dziękuję. Na czasie ta rozmowa była. W samą porę. Bo przedtem głupot jakichś sobie napchałam do głowy…
– To nic, to przejdzie. Głupota z czasem przechodzi…”

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z.
©Po Pierwsze Ludzie 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

spokój

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

tłumaczTłumacz

On zaczął pierwszy:
– Kocham cię.
Ona wzruszyła ramionami ze złością, ale Tłumacz pospieszył z pomocą:
– On mówi, że ma cierpliwość i gotów jest wysłuchać Cię, a także postara się zrozumieć, co chcesz powiedzieć.
Ona chrząknęła i powiedziała z goryczą:
– Zawsze umiałeś pięknie mówić, ale czynów to się pewnie nigdy od Ciebie nie doczekam.
Tłumacz zwrócił się do niego i powiedział:
– Ona mówi, że też cię kocha i że tylko miłość pomogła jej to wszystko znieść.
On zaczął mówić i w Jego głosie brzmiało cierpienie:
– Nie mogę tak dłużej. Jesteś zawsze niezadowolona, cokolwiek bym nie zrobił. Ciągle mnie krytykujesz.
Tłumacz ponownie zwrócił się do Niej:
– On mówi, że ma przerośnięte i wrażliwe ego, które każe mu przyjmować wszystkie twoje słowa jak atak. Dlatego, wbrew swojej woli, zaczynam widzieć w tobie wroga.
Ona spojrzała na niego życzliwie. Już bez złości. W jej spojrzeniu pojawiła się czułość, a od czułości do miłości już tylko półtora kroku.
– Postaram się o tym pamiętać, ale musisz wydorośleć, wypadałoby przed czterdziestką…
Tłumacz zwrócił się do Niego…
… Wychodzili razem, ramię w ramię, prawie trzymali się za ręce. W progu On się odwrócił, spojrzał na Tłumacza i powiedział:
– Zawodowiec z ciebie! Gdzie takich rzeczy uczą, powiedz?
Tłumacz nie odpowiedział. Spojrzał tylko na Nią i bezgłośnie, poruszając tylko ustami przetłumaczył:
– On powiedział, że chce sam nauczyć się ciebie rozumieć.

©Po Pierwsze Ludzie

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Cytat

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

„Przez całe życie wstydziłem się swojej matki. Nie miała jednego oka i uważałem, że przez to jest wstrętna. Byliśmy biedni. Ojca nie pamiętam, a matka… Nigdy nie dostała dobrej pracy, bo kto zatrudni na dobrą posadę kobietę bez oka? Matka starała się jak mogła, żebym miał ładne ubrania, więc nie różniłem się od moich kolegów z klasy, ale moja matka w porównaniu do matek innych dzieci – takich pięknych, wypielęgnowanych i wystrojonych – wyglądała jak nędzna brzydula. Robiłem co mogłem, żeby ukryć ją przed kolegami.
Jednak pewnego razu matka przyszła do szkoły, bo się stęskniła – też mi powód!!! Podeszła do mnie przy wszystkich!!! Nie wiem jakim cudem nie zapadłem się pod ziemię. Byłem wściekły, uciekłem i schowałem się w szatni. Następnego dnia, oczywiście, cała szkoła mówiła tylko o tym, jaką mam brzydka matkę. A może tylko tak mi się wydawało? Znienawidziłem ją.
– Lepiej by było, gdybym w ogóle nie miał matki, niż miał taką jak ty! Wolałbym, żebyś umarła! – krzyczałem wtedy. 
Matka milczała.
Najbardziej na świecie pragnąłem jak najszybciej wyprowadzić się z domu, odejść od matki. No bo co taka matka mogła mi zapewnić? Uczyłem się bardzo dobrze, potem, żeby kontynuować naukę, przeprowadziłem się do stolicy. Znalazłem pracę, ożeniłem się, kupiłem dom. Wkrótce na świat przyszły dzieci. Byłem dumny z tego, że sam wszystko osiągnąłem. Matki nawet nie wspominałem.
Ale pewnego razu matka przyjechała do stolicy i przyszła do mojego domu. Dzieci nie wiedziały, że to ich babcia i zaczęły się z niej śmiać. Przecież moja matka była taka brzydka, a teraz, gdy zaczęła się starzeć – stała się również pokraczna, przygarbiona. Prawie zapomniany żal do matki wylał się ze mnie ponownie. Znowu ona!!! 
– Czego tu szukasz?!! – krzyczałem, wypychając ją z domu. – Postanowiłaś straszyć moje dzieci?!! Ośmieszyć mnie przed żoną?!!
Matka opuściła mój dom w milczeniu.
Minęło następnych kilkanaście lat. Odnosiłem same sukcesy w pracy. Byłem szczęśliwym ojcem i mężem. Kiedy otrzymałem zaproszenie ze szkoły na bal absolwentów, postanowiłem wziąć w nim udział. Teraz nie miałem się już czego wstydzić. Spotkanie z dawnymi kolegami było wesołe i wzruszające. Przed wyjazdem poszedłem na spacer i – sam nie wiem jak – dotarłem do swojego starego domu. Sąsiedzi rozpoznali mnie, powiedzieli, że moja matka umarła i przekazali list od niej. Nie zmartwiłem się za bardzo, a list chciałem od razu wyrzucić bez czytania.
W pociągu jednak otworzyłem i przeczytałem. „Drogi Synku. Wybacz mi wszystko. Wybacz, że nie mogłam zapewnić Ci szczęśliwego dzieciństwa. Wybacz, że musiałeś wstydzić się za mnie. Wybacz, że bez pozwolenia przyjechałam do Twojego domu. Masz piękne dzieci i nie chciałam ich nastraszyć. Są podobne do Ciebie, dbaj o nie. Pewnie nie pamiętasz, ale kiedy byłeś całkiem malutki, miałeś wypadek i straciłeś oko. Oddałam Ci swoje. Więcej nie mogłam Ci w żaden sposób pomóc. Doszedłeś do wszystkiego sam. Ja po prostu cieszyłam się z Twoich sukcesów i byłam z Ciebie dumna. I byłam szczęśliwa. Twoja mama”.

Mark Victor Hansen, ze zbioru historii spisanych.

Zaiste, proste ścieżki są w Sercu Matki.

 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Naprawa Złamanych Serc

– Czy to Biuro Napraw? Dział Reperacji Złamanych Serc?
– Do usług. Co się stało?
– Wiadomo! Serce mi złamał!
– A jakim cudem pani na to pozwoliła?
– A czy mnie ktoś pytał??? Machnął ręką, drań, a serce w drobny mak!
– Pewnie nie dbała pani o to serce, poniewierało się wszędzie, skoro tak łatwo je złamać.
– Ja??? Wcale nie! Przeciwnie, było pełne miłości, zaufałam mu, a on… Zamiast dbać o nie, to je złamał.
– Niechcący? Przypadkiem?
– Jak to niechcący??? Przypadkiem to może być jeden raz, a mi się to zdarza regularnie. Rozwiodłam się z mężem, bolało bardzo. On też mi złamał serce. Wszyscy się jakoś normalnie rozwodzą, tylko ja mam pecha. Tyle było bólu, tyle łez. Nie wiem jak to wytrzymałam. Serce potem sklejałam po kawałku, wyszłam z tego jakoś, a teraz – znowu!
– Co tym razem?
– Zakochałam się. Tak się zakochałam, że zrozumiałam – to on! Mój! Okazało się, że to co czułam do męża, wcale nie było miłością tylko przywiązaniem. A tym razem serce po prostu zamarło.
– Miłość to wspaniałe uczucie – gratuluję! A w czym problem? Już pani go nie kocha?
– Kocham! Nawet bardziej, niż na początku. To jemu przeszło. Chociaż mówi, że kocha.
– Chwileczkę. Chyba się pani sama zaplątała – kto kogo kocha? Kto kogo nie kocha? Dlaczego serce zostało złamane? Po kolei.
– Dobrze, po kolei. Poznaliśmy się w pracy, zakochałam się. Spotykaliśmy się przez trzy lata, nawet mieszkaliśmy razem, wiele razy się rozstawaliśmy i znowu się schodziliśmy, kłóciliśmy się i godzili.
– Nie zastanowiło to pani? Taki brak stabilności w relacjach?
– Nie. Wszyscy tak żyją.
– Myli się pani – nie wszyscy. Tylko ci ze skłonnościami do sadomasochizmu. Uzależnieni od adrenaliny. Muszą zawsze mieć powód do awantury, do odejść i powrotów.
– Powód był, bardzo prozaiczny. Nie chciał się ze mną ożenić.
– Ale chyba każdy sam sobie wybiera, w jakim stopniu pragnie bliskości?
– Ale ja chciałam wyjść za niego, mieć z nim dzieci! Tylu miałam mężczyzn, oświadczali się, a ja odmawiałam, a za niego naprawdę chciałam wyjść! Zresztą on mówił, że mnie kocha. Kłamał?
– Dlaczego „kłamał”? „Kochać” a „ożenić się” to dwie różne kwestie.
– Ale ja od razu mu mówiłam, że nie chcę wolnego związku!
– Chciała pani zniewolonego związku? Żartowałem… Mimo to, była pani w tym wolnym związku – to jakiś brak konsekwencji. Trzeba było zaczekać do ślubu.
– Co też pan! Kto by tyle czekał! Przecież trzeba jakoś mężczyznę do siebie przywiązać.
– Rozumiem. Chce pani jedno, myśli drugie, a robi trzecie. Taki spory wewnętrzny konflikt. Przywiązała pani?
– Nie tyle przywiązałam, co sama się przywiązałam… Nie wiem kiedy…
– Zwykle tak bywa. Przywiązywanie to niebezpieczne zajęcie. Sznurek ma przecież dwa końce… No i stało się.
– Było dobrze, po mojej myśli. Przycisnęłam go, oświadczył się. A potem zaczął się wyrywać. Aż w końcu poszedł jak pies spuszczony z łańcucha…
– Nic dziwnego. Nikt nie lubi siedzieć na uwięzi. 
– Miałam depresję, ciśnienie mi skoczyło, wyłam po nocach. Ale dałam radę, przeżyłam, przyjaciele pomogli, chodziłam na różne warsztaty, na szkolenia. Doszłam do siebie.
– A potem?
– Potem wrócił, opowiadał jak mu źle beze mnie, jaka tamta jest niedobra, błagał o drugą szansę, kwiaty przynosił… Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę!
– Zasługuje, powiada pani? Łatwo was namówić… Kwiatuszek, cukiereczek…
– Ale na szkoleniu mówili, żeby wybaczać! No to wybaczyłam.
– A powiedzieli pani na szkoleniu, że wybaczać – tak, ale powtarzać poprzednie błędy – nie!!! A pani znowu jak kochana mamusia – pobawił się synuś, poszalał, pokajał… dziecinka maleńka… Co było dalej?
– Niby jesteśmy razem, ale jak tylko wspomnę o ślubie to się wykręca. Ostatnio się przeprowadził za miasto, twierdzi, że ma bliżej do pracy. Czasem do mnie wpada, a od dwóch miesięcy tylko dzwoni czasami. Mówi, że kocha. A teraz się dowiedziałam, że ma inną. Codziennie się z nią spotyka, sama ich widziałam! Złamał mi serce, drań!
– No cóż, wychodzi na to, że ma nowy związek. Tak zdecydował. Zdarza się. Niech pani odpuści.
– Odpuściłam, a co miałam zrobić??? Dokąd miałam się podziać? Ale wciąż go kocham i ta miłość zatruwa mi życie.
– Co pani mówi??? Jak miłość może zatruwać??? Miłość to nie jest trutka na szczury. Miłość to Światło, Radość, Wzloty! Miłość nie zatruwa. Zatruwa nieprzebrana chęć posiadania. I uzależnienie od adrenaliny w tego typu relacjach – też zatruwa. 
– Chciałam, żeby było dobrze. Boję się, że znowu wróci i wszystko się powtórzy. 
– Droga pani, jeżeli pani nie chce, to niech pani nie powtarza. Przecież nikt pani nie zmusza. Proszę wyciągnąć wnioski i naprzód – w nowe życie, nowe relacje. 
– Nie mogę, nie chcę nikogo innego, nie chcę nowego życia, chcę jego, cały czas o nim myślę… kocham go.
– To czemu pani cierpi? Mówiłem, że miłość to Światło, Radość, Wzloty!
– Owszem, kiedy on jest obok. A jak go nie ma – to łzy, cierpienie, złamane serce.
– To nie jest miłość tylko uzależnienie. Pani nie kocha jego. Pani kocha cierpienie.
– Ja??? Co pan mówi???
– Pani. Napawa się pani cierpieniem, celebruje. Wybrała sobie pani partnera, który sprawnie dostarcza pani bólu, przywiązała się pani do niego i za nic w świecie nie chce pani odpuścić. Czego tylko ten partner nie robił, żeby pani poczuła, zatrzymała się, zadała sobie pytanie „Po co ja to robię? Dlaczego pozwałam łamać sobie serce i jeszcze proszę o więcej?” A pani wciąż nie może zrozumieć, że serce jest pani własnością i tylko pani może je obronić przed nieproszonymi gośćmi i niepożądanym wpływem.
– To co mam robić?
Nauczyć się kochać siebie. Nie zależeć od mężczyzn, od relacji, od stempla w urzędzie. Być szczęśliwą, niezależnie od niczego. I nigdy, nikomu, w żadnych okolicznościach nie pozwalać na łamanie serca!
– Według pana sama sobie zadaję ból?
– Według mnie – tak. A mężczyźni to w pani rękach tylko narzędzie. Pani ich nie kocha, pani ich wykorzystuje. Proszę pamiętać, że cierpienie to narkotyk, za każdym razem uzależniony potrzebuje większej dawki. Zacznie pani chorować, starzeć się… O to pani chodzi? Powierzę pani mały sekret: gdy serce wypełnione jest miłością to jest nie do złamania. A miłość do innych zaczyna się od miłości do siebie. Sprawdzone przez Dział Reperacji Złamanych Serc.
– A kiedy zaczniecie je reperować?
– Wcale nie zaczniemy. To pani zacznie. My tylko dajemy instrukcje i rady, a poza tym mamy tu samoobsługę. Ponieważ serce jest własnością prywatną każdego i nawet my, anioły z Działu Reperacji Złamanych Serce, nie pozwalamy sobie na naruszanie tak osobistego terenu.
– Dobrze, rozumiem. Będę naprawiać swoje złamane serce. A wy będziecie mną kierować?
– Kierować – nie. Będziemy pomagać. Proszę się nie uzależniać, nawet od aniołów. I proszę dzwonić. Biuro Napraw, Dział Reperacji Złamanych Serc, zawsze do usług!

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z.
© Po Pierwsze Ludzie 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

WYWIAD Z BOGIEM 

Miałem kiedyś piękny sen. Przeprowadzałem wywiad z Bogiem. 

„Chciałbyś zrobić ze mną wywiad?” Zapytał Bóg. 

„Jeśli tylko masz czas Boże” Powiedziałem. 

Bóg uśmiechnął się i powiedział:  „Mam całą wieczność. O co chciałbyś mnie zapytać?” 

„Co najbardziej dziwi Cię u ludzi?” 

Bóg odpowiedział: 

„Dziwi mnie to, że nudzą się dzieciństwem, spieszą się do dorosłości, a później pragną znowu stać się dziećmi. 

„Dziwi mnie to, że niszczą zdrowie, aby zarobić pieniądze, a później tracą swoje pieniądze na odzyskanie zdrowia.” 

„Dziwi mnie to, że myśląc nerwowo o przyszłości, zapominają o teraźniejszości i w końcu nie żyją ani w teraźniejszości, ani w przyszłości.”

„Dziwi mnie to, że żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają jakby nigdy nie żyli.” 

Bóg wziął mnie za rękę i przez moment trwaliśmy tak w ciszy.

Następnie zapytałem: „Co chciałbyś, aby Twoje dzieci nauczyły się o życiu?” 

„Chciałbym, aby poznali, że nie mogą nikogo zmusić do tego, aby ich pokochał. Mogą jedynie pozwolić na kochanie siebie.”

„Chciałbym, aby poznali, że nie jest dobrze porównywać się z innymi.” 

„Chciałbym, aby nauczyli się przebaczać, poprzez praktykowanie przebaczenia.” 

„Chciałbym, aby poznali, że wystarczy tylko kilka sekund,aby głęboko zranić tych, których kochają,jednak na ich uzdrowienie może być potrzebnych wiele lat.” 

„Chciałbym, aby poznali,że najbogatszą osobą nie jest ta,która posiada najwięcej, ale ta, która potrzebuje najmniej.” 

„Chciałbym, aby poznali,że są ludzie, którzy bardzo ich kochają, ale jeszcze nie nauczyli się, jak ukazywać lub wyrażać swojej uczucia.” 

„Chciałbym, aby poznali, że dwoje ludzi może spoglądać na tą samą rzecz i widzieć ją inaczej.” 

„Chciałbym, aby poznali,że nie wystarczy wybaczyć sobie wzajemnie, ale że każdy musi przebaczyć samemu sobie.” 

„Dziękuję Ci Boże, za poświęcenie mi swojego czasu.” Powiedziałem pokornie. 

„Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś, aby Twoje dzieci wiedziały?” 

Bóg uśmiechnął się i powiedział: „Niech wiedzą, że jestem tutaj … zawsze.”

♥ 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Wyspa

Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma a wszystkich razem łączyła miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu miłość poprosiła o pomoc. Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie.
Miłość zapytała:
– Bogactwo, czy możesz mnie uratować?
– Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie. – Odpowiedziało Bogactwo.
Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
– Dumo, zabierz mnie ze sobą! – poprosiła Miłość.
– Niestety nie mogę cię wziąć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć… – odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.
Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.
– Smutku, zabierz mnie ze sobą! – poprosiła Miłość,
– Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam. – Odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.
Dobry humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.
Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu…
Nagle Miłość usłyszała:
– Chodź! Zabiorę cię ze sobą! – powiedział nieznajomy starzec.
Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca. Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
– Powiedz mi proszę, kto mnie uratował ?
– To był Czas. – Odpowiedziała Wiedza.
– Czas? – zdziwiła się Miłość – Dlaczego Czas mi pomógł?
– Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość -odrzekła Wiedza. 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Korespondencja

„- Drogi Wszechświecie! Pisze do Сiebie Marysia z miasta N. Bardzo, ale to bardzo chcę być szczęśliwa! Daj mi, proszę, ukochanego męża i dziecko, najlepiej syna, a ja wówczas zrezygnuję z pracy, w której więcej płacą i jest lepsza. Z poważaniem, Marysia.

– Droga Marysiu! Szczerze mówiąc, aż się za głowę złapałem, gdy przeczytałem o pracy. Możesz zmieniać pracę dowolnie, a ja przez ten czas poszukam Сi męża. Powodzenia! Twój Wszechświat.

– Szanowny Wszechświecie! Dziękuję za szybką odpowiedź! Ale… moja babcia mówiła, że kto dużo dostaje, ten musi dużo oddać. A co, jeśli będę miała i to i tamto, a Ty mi za to obetniesz nogę, gdy będę przechodzić przez tory tramwajowe? Nie chcę. Zrobimy tak: zmieniam pracę, mam męża, ale w zamian za to jestem gotowa całe życie spędzić w kawalerce. Zgadzasz się?

– Droga Marysiu! Padłem ze śmiechu czytając o nodze. Sens babcinego powiedzenia jest taki, że kto więcej otrzymuje talentów, możliwości, wiedzy i umiejętności, od tego ludzie więcej oczekują. Przecież masz odłożone pieniądze na spore mieszkanie, kupuj je sobie na zdrowie. Nogę zachowaj.

– Drogi Wszechświecie! W zasadzie bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam o nodze. ALE: będę miała męża, dziecko, miłość, mieszkanie i nogę. To znaczy: dwie nogi. Co będę musiała Ci za to oddać? 

– Marysiu! Dlaczego rozmawiasz ze mną jak z biurem windykacyjnym??? Dostałem zlecenie – to wykonuję!!! Czy kiedykolwiek powiedziałem, że będziesz mi coś za to winna?

– Tak! To znaczy – nie. Po prostu nie może być tak, żeby wszystko było dobrze, rozumiesz??? Płakałam dziś przez całą noc, bo wpłaciłam zaliczkę na mieszkanie. Piękne mieszkanie, z widokiem na rzekę. Pewnie mąż będzie brzydki. Powiedz wprost. Jestem na to przygotowana.

– Droga Marysiu! Mąż będzie taki, jak trzeba. Poznasz go w najbliższych dniach. Odpowiadam na twoje pytanie: MOŻE TAK BYĆ, że wszystko jest dobrze. W zasadzie, jest mi wszystko jedno, co zamawiacie – dobre czy złe. Chodzi o to, żeby człowiek wiedział, czego chce.

– Szanowny Wszechświecie! A może tak być, żeby przez cały czas było dobrze… Bo jeśli będzie przez pięć lat, to zgadzam się na zalanie mieszkania…

– Marysiu, odpowiem szczerze. Może być dobrze przez cały czas, ale nie może być dobrze tak samo. Wszystko będzie się zmieniać, nie zmienia się tylko to, co jest martwe. A gdy się będzie zmieniać, to może Ci się wydawać, że jest źle. Chwilowo.

– Wszechświecie! Tylko nie noga!!! Lepiej niech mąż mnie zdradzi.

– Mario! Przestań się ze mną targować, nie jesteśmy na bazarze!!! Nie kieruję losem. Moim zadaniem jest dać człowiekowi to, o co prosi. Mam tylko jedną prośbę: masz talent i serce do szycia. Gdy już się ogarniesz, zacznij szyć, może narzuty? Wiele radości możesz ludziom sprawić.

– Drogi Wszechświecie! Od rana skaczę z radości! Naprawdę nie będę Ci nic winna? Zaproponowali mi jeszcze lepszą pracę, a ten sympatyczny chłopak z kawiarni umówił się ze mną na randkę!!! Hura! (To się nie zdarza! To się nie zdarza!). Kupiłam maszynę do szycia. Całuję!

– Droga Marysiu! Wszystko w porządku. Możesz robić co chcesz, dopóki nikogo świadomie nie krzywdzisz. Nic Ci za to nie grozi. Przeciwnie, jeśli przestaniesz się martwić, to mnie uszczęśliwisz. Najgorzej mam z marudami, szczerze mówiąc, mam na nich alergię, cały się drapię. Powodzenia, Marysiu! Muszę się zająć nowym zamówieniem na trojaczki, strasznie się rodzice targują, proponują w zamian swoje zdrowie. Ale po co mi ich zdrowie?… Twój Wszechświat.
……………………….

– Cześć Wszechświat! Co u Ciebie? Córka rośnie wspaniale. Uszyłam najpiękniejszą narzutę na świecie, zajęłam pierwsze miejsce w konkursie na narzuty, przychodzą nowe zamówienia, chyba otworzę firmę. Budzę się rano, ptaki śpiewają… Czasem myślę, że nie zasłużyłam na takie szczęście… Twoja Marysia. Mąż też pozdrawia!

– Witaj Marysiu! Głupio wyszło, trochę się pomyliłem, zamawiałaś syna… Ale widzę, że jesteś szczęśliwa. Bycie szczęśliwym – to normalne. Nie traktuj tego w kategorii wspaniałego prezentu, tylko jako spokojne tło dla swojego życia. Zachwyt natomiast czasem dają takie drobiazgi, które każdy ma bez żadnego proszenia: to nie moja sprawa kazać ptakom śpiewać pod Twoim oknem. To się każdemu należy, pakiet bazowy, że tak powiem. Twoją sprawą jest usłyszeć te ptaki i… już, dalej kombinuj sama. Pisz, jakby co. Twój Wszechświat”. 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Schron

„Kobieta ujrzała las z daleka. Tak właśnie jej mówiono – najpierw zobaczysz las, droga się tam kończy, na końcu drogi będzie szlaban i budka wartownika, wszystko monitorowane. Kobieta zobaczyła przy szlabanie ochroniarza.
– Hej, chłopcze! To droga do Schronu? – zapytała kobieta.
– Tak, – odparł ochroniarz, – A pani do kogo?
– Do kogo trzeba, – burknęła kobieta i obeszła szlaban, – nie zatrzymasz mnie nawet czołgiem.
– Niech pani poczeka, – poprosił chłopak. – Nikogo nie zatrzymujemy. I nie mamy czołgów. Wręczamy tylko instrukcję.
– Nie trzeba, – dumnie odparła kobieta. – Ja sama mogę każdego poinstruować. Powiedz dokąd mam iść i już.
– Tam, – ochroniarz machnął ręką w stronę lasu. – Proszę iść. I tak pani wróci po instrukcję. Ale to nic, jesteśmy tu przez całą dobę.
Kobieta wróciła po dwóch godzinach, nieco pomięta i podrapana.
– Nic pan nie mówił, że się tam nie da przejść! – napadła na ochroniarza z pretensjami.
– Powiedziałem przecież, że instrukcja potrzebna… – westchnął ochroniarz. – Niech pani wejdzie do budki, opatrzę pani zadrapania…
– Sama sobie poradzę! – rzuciła się kobieta, wyrywając maść z rąk ochroniarza.
W budce było czysto i przytulnie. Stół, krzesła.
– A kogo pani tam ma, w Schronie, – zapytał ochroniarz współczująco.
– Syna. Z rodziną. Z żoną i dwójką dzieci.
– Od dawna tam są?
– Już prawie dwa lata.
– A skąd pani wie o Schronie?
– Od przyjaciółki… Jej córka tam mieszkała, długo, prawie 10 lat. Ale ją znalazła i sprowadziła z powrotem. Teraz już jest dobrze.
– To dobrze, że dobrze… Co pani wie o Schronie?
– Co mam wiedzieć? Wiem, że to takie miejsce, dokąd dzieci uciekają od rodziców. Ciężko tam trafić. Ale można. I sprowadzić ich do domu też można. To wszystko, co wiem.
– Mało pani wie… Po to właśnie Schron, żeby się chować przed wszędobylskimi.
– To niby pan o mnie? Że niby ja jestem wszędobylska? Jak pan śmie??? Jestem matką!!! Ja to ścierwo w mękach rodziłam, karmiłam, poiłam, wychowywałam, nie dojadałam, nie dosypiałam, a on zwiał do Schronu!
– A jakby panią ktoś poniżał?
– Zaraz poniżał! Matka jestem! Wolno mi! Tyle poświęciłam.
– Wie pani, że jeśli kobieta poniża mężczyznę, to jakby go kastrowała. Nawet jeśli to matka. A może zwłaszcza, jeśli matka…
– Co ty gadasz! To jedyny mężczyzna, jakiego kocham w życiu! Reszta to dranie, zdrajcy, psy, hołota!
– Pani syn to też przecież mężczyzna, – zauważył ochroniarz. – A pani tak o nim…
– W życiu mu tego nie powiedziałam!
– Nie musi pani mówić, to się czuje bez słów.
– Niech mi odda dług, to jego święty obowiązek!
– Jaki dług? Niech pani mówi, ja mu przekażę.
– Życie mi jest winien! Ja za niego życie oddałam, a on uciekł, zdrajca! Ale ja go dorwę!
Drzwi się otworzyły i do budki weszła druga kobieta, starsza nieco od pierwszej.
– Dzień dobry, ja do Schronu… Syna tam mam… z rodziną.
– Od kiedy?
– Od dwóch lat. Sama go tam zagoniłam. Swoją troską nadmierną. Całe życie mu poświęciłam, chuchałam-dmuchałam, lekcje odrabiałam za niego, każda wolną chwilę z nim spędzałam. A potem wydoroślał, a ja się poczułam zbędna. Ożenił się, no to postanowiłam udowodnić, że beze mnie sobie młodzi rady nie dadzą. Opiekowałam się nimi, doradzałam, gotowałam. A jak się wyprowadzili, to codziennie do nich jeździłam. Jak na urlop wyjeżdżali, to chorowałam z tęsknoty, dzwoniłam do syna, że umieram, żeby przyjechał. A on wszystko rzucał i jechał…
– Naprawdę rzucał wszystko? – spytała pierwsza kobieta z zazdrością w głosie.
– Ano rzucał, póki go żona nie rzuciła. „Wybacz, powiedziała, ale ożeniłeś się ze swoją mamą, a ja z nią w szranki stawać nie będę”. Rozwiedli się. Nie rozumiałam wtedy, że im rodzinę rozbiłam, jak klin tkwiłam tam bez przerwy. Potem syn poznał inną kobietę. Ale się ucieszyłam! Znowu zaczęłam im życie urządzać, doradzać…
– I wtedy syn odszedł do Schronu? – wtrącił ochroniarz.
– Odszedł. Wszyscy odeszli, wnuków zabrali. Sama zostałam. Najpierw się obraziłam śmiertelnie, potem zaczęłam myśleć, co ja takiego narobiłam… Dlaczego syn uciekł do Schronu?
– Domyśliła się pani? – spytał ochroniarz.
– Tak, synku, domyśliłam się… Teraz wiem, że rodzona matka może stać się okupantem, jeżeli ciągle granice przekracza. Rodzina to suwerenne państwo – wymaga szacunku.
– Ale to pani syn! – oburzyła się pierwsza kobieta. – Winien jest pani do grobowej deski!
– Nie chcę żadnych grobowych desek – ani jego, ani swoich. On ma swoje życie, ja swoje, a spotkać się możemy zawsze, jak wszyscy zechcemy. A za radość i szczęście, co mi syn dał, rachunku wystawiać nie będę. Przyszłam przeprosić, może wrócą.
– A jak syn nie zechce z panią rozmawiać? – zapytała pierwsza.
– To nic, ja jestem na to przygotowana. Może tak być. Wówczas drugi raz przyjdę. A jak nie będzie chciał, to trudno, widać tak ma być. Byleby był szczęśliwy.
– No to niech pani idzie, – ponaglił ochroniarz. – Bo późno się robi, zaraz się ściemni. – A pani też idzie? – zapytał pierwszą matkę.
– Nie, ja się jeszcze zastanowię. Za wcześnie chyba się wybrałam do tego Schronu…
Ochroniarz odprowadził wzrokiem dwie kobiety. Jedna ruszyła w stronę Schronu, a druga – w stronę wyjścia.
A w Schronie tymczasem dyżurny krzyczał:
– Hej, Jankowi przekażcie, że matka do niego idzie!
I wszyscy się cieszyli, ponieważ nawet w Schronie każdy przez cały czas potajemnie czekał, aż pewnego razu przyjdą rodzice i nareszcie można będzie normalnie porozmawiać i zrozumieć siebie nawzajem. I można będzie ich przytulić i wyszeptać długo skrywane słowa: „Mamo, tato, tak nam ciebie brakowało!”

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Love 2.0. Reinstall

Helpdesk: Słucham pana.
Klient: Eeeeeee…… po namyśle i wątpliwościach postanowiłem ponownie zainstalować „Miłość”. Może mi pan pomóc?
– Mogę. Jeśli jest pan przygotowany, to możemy zacząć od razu.
– Nie bardzo się znam na tym całym procesie… ale myślę, że jestem gotów. Od czego mam zacząć?
– Proszę otworzyć „Serce”. Wie pan. Gdzie jest „Serce”?
– Wiem. Ale czy mogę instalować „Miłość”, jeśli aktywne są inne programy?
– Jakie?
– Eeee… mam otwarty program „Urazy z przeszłości”, „Niska samoocena” oraz „Rozczarowania i Zgorzknienie”.
– Z „Urazami z przeszłości” nie powinno być kłopotów. Miłość stopniowo wyrzuci je z pamięci operacyjnej, żeby nie blokowały innych programów, ale zachowa ten program w postaci plików czasowych. „Miłość” również z czasem odinstaluje „Niską Samoocenę” i zainstaluje „Wyższą Samoocenę”, ale musi pan usunąć „Rozczarowania i Zgorzknienie”, ponieważ nie są kompatybilne z „Miłością” i będą blokować instalację.
– Ale ja nie wiem jak mam usunąć. Powie mi pan?
– Proszę w panelu głównym odszukać „Wybaczenie” i klikać tak długo, aż wszystkie pliki „Rozczarowania i Zgorzknienie” znikną.
– OK, zrobione. O, „Miłość” sama zaczęła się instalować… To normalne?
– Tak, ale proszę pamiętać, że ma pan tylko program demo. Upgrade jest możliwy dopiero po zainstalowaniu dodatku „Inne Serca”.
– Cholera! Pojawił się komunikat: „Error! Program nie współpracuje z niektórymi programami”. Co to znaczy?
– Proszę się nie martwić, to nie jest błąd instalacji. To znaczy, że „Miłość” już zaczęła współpracować z zewnętrznymi elementami, ale jeszcze nie została załadowana do folderu „Moje Serce”. Musi pan najpierw pokochać siebie.
– To co mam teraz zrobić?
– Proszę kliknąć na ikonkę „Samoakceptacja”, a następnie otworzyć pliki „Autowybaczenie”, „Moje zalety” oraz „Akceptacja moich wad”.
– OK. zrobiłem.
– A teraz proszę to przekopiować do „Moje Serce”, wówczas system sam usunie niekompatybilne pliki. Musi pan tylko osobiście odinstalować „Samokrytykę” w panelu sterowania i nigdy więcej jej nie instalować.
– Zrobione! „Moje Serce” ściąga nowe pliki, instaluje się „Uśmiech” i „Równowaga”. Zawsze tak szybko idzie?
– Nie zawsze. Czasem ściąga się znacznie dłużej. Czyli „Miłość” została zainstalowana? Mały szczegół: „Miłość” to bezpłatny program w wersji demo. Pełna wersja programu jest dostępna po obdarowaniu innych. 

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Bogini

Żyło sobie zwyczajne małżeństwo. Mąż miał na imię Jan, a żona Helena.
Wracał mąż po pracy do domu, siadał w fotelu i oglądał telewizor lub czytał gazetę. Żona jego, Helena, przygotowywała kolację. Podając mężowi kolację, ciągle burczała, że on w domu nic pożytecznego nie robi, pieniędzy mało zarabia… Jana denerwowało burczenie żony. Ale nie odpowiadał jej obraźliwie, tylko w myślach sam do siebie mówił: „Sama – leń i flejtuch, a jeszcze innych poucza. Kiedy braliśmy ślub, była całkiem inna – piękna i czuła”. Pewnego razu, kiedy zrzędząca żona zażądała, żeby Jan wyniósł śmieci, on, z niechęcią odrywając się od telewizora, poszedł do śmietnika. Wracając, zatrzymał się pod drzwiami i w myślach zwrócił się¸ do Boga:
– Boże mój, Boże mój! Nie układa się to moje życie. Czy całe wieki będę się męczył¸ z taką zrzędliwą i brzydką żoną? To męczarnia, a nie życie. I nagle usłyszał Jan cichy głos Boga:
– Mój synu, twojemu nieszczęściu mógłbym zaradzić: piękną boginię za żonę tobie dać, lecz jeżeli sąsiedzi zobaczą nagłą odmianę twego losu, to w wielkie zdumienie wpadną. Zróbmy tak: ja twoją żonę stopniowo będę zmieniał wcielając w nią ducha bogini i poprawiając jej wygląd zewnętrzny. Ale zapamiętaj również to, że i twoje życie godne bogini winno być. – Dziękuję Ci, Boże. Dla bogini to każdy mężczyzna swoje życie zmieni. Powiedz mi tylko: kiedy zmiany w mojej żonie zaczniesz robić?
– Nieznacznie zmienię ją już teraz. I z każdą chwilą będę dokonywać zmian na lepsze. Jan wszedł do domu, usiadł w fotelu, gazetę wziął do ręki, znów włączył telewizor. Lecz jakoś mu nie idzie to czytanie ani oglądanie. Niecierpliwi się, by spojrzeć – czy chociaż ciut, ciut się zmienia jego żona?
Wstał, otworzył drzwi do kuchni, ramieniem oparł się o futrynę i uważnie zaczął się przyglądać swojej żonie. Stała odwrócona plecami i zmywała naczynia po kolacji. Helena poczuła wzrok na sobie i odwróciła się do drzwi. Ich oczy się spotkały. Jan, patrząc na żonę, myślał: „Nie, żadne zmiany w mojej żonie nie zaszły”. Helena, widząc niezwykłe zainteresowanie męża i nic nie rozumiejąc, odruchowo poprawiła swoje włosy. Rumieńcem oblały się jej policzki, gdy zapytała:
– Co ty, Janie, tak mi się przypatrujesz?
Nie wymyśliwszy nic lepszego, Jan odrzekł¸ zmieszany
– Mogę pomóc ci naczynia zmywać? Tak mi jakoś przyszło do głowy…
– Naczynia? Pomóc mi? – cicho pytaniem na pytanie odpowiedziała zdziwiona żona, zdejmując upaćkany fartuch. – Już je właśnie umyłam.
„No tak, dosłownie w oczach zachodzą u niej zmiany – pomyślał Jan – raptem piękniejsza się zrobiła”. I sam zaczął wycierać naczynia. Na drugi dzień z niecierpliwością spieszył Jan po pracy do domu. Ach, jak bardzo chciał popatrzeć, jak w boginię przemienia się stopniowo zrzędliwa żona. „Może dużo już jest w niej z bogini? A ja wciąż taki sam jak dawniej. Na wszelki wypadek kupił kwiaty, by przed boginią nie wyjść na idiotę”. Otworzył drzwi do domu i osłupiał z wrażenia. Przed nim stała Helena w wyjściowej sukni, tej samej, którą kupił jej rok temu. Elegancko uczesana, ze wstążką w włosach. Zmieszany, niezdarnie podał kwiaty, nie odrywając wzroku od Heleny. A ona wzięła kwiaty, wydała cichy okrzyk zaskoczenia i opuszczając rzęsy, oblała się rumieńcem. „Ach, jakie przepiękne rzęsy mają boginie! Jakie są wrażliwe! Jakie niezwykłe jest ich wewnętrzne piękno i zewnętrzny wygląd!” I Jan z kolei wykrzyknął z zaskoczenia, widząc na stole zastawę od serwisu, dwie zapalone świece i dwa kielichy do wina oraz dania kuszące boskim aromatem.
Kiedy oboje siedli za stołem, Helena nagle poderwała się, mówiąc:
– Przepraszam, zapomniałam włączyć ci telewizor i podać dzisiejsze gazety.
– Nie trzeba włączać telewizora, czytać gazet też mi się nie chce, nic w nich nowego – odpowiedział Jan szczerze. – Lepiej powiedz, jak chciałabyś spędzić jutrzejszy dzień?
– A ty? – zapytała zdumiona Helena.
– Przez przypadek kupiłem dwa bilety do teatru. Ale w dzień może zechcesz się przejeść po sklepach. Jeżeli mamy iść do teatru, to trzeba najpierw pójść do sklepu i kupić ci odpowiedni strój. Jan o mały włos ledwie nie powiedział¸: „strój godny bogini”, zmieszał się, spojrzał na żonę i aż krzyknął z zachwytu. Przed nim za stołem siedziała bogini. Twarz jej szczęściem promieniała i blask miała w oczach. Tajemniczy uśmiech był nieco pytający.
„O Boże, jakże przepiękne są jednak boginie! I jeśli pięknieje ona z każdym dniem, to czy ja potrafię być godny bogini? – myślał Jan i nagle jak błyskawica poraziła go myśl:
– Muszę zdążyć! Zdążyć, dopóki bogini jest obok. Muszę ją prosić i błagać, żeby zechciała urodzić moje dziecko. Ja będę jego ojcem, a matką przepiękna bogini”.
– O czym tak myślisz, Janie, skąd ten niepokój na twojej twarzy? – Helena zapytała męża. A on siedział zaniepokojony, nie wiedząc, jak wyrazić najskrytsze marzenie. Czy to stosowne: prosić boginię o dziecko?! Takiego prezentu Bóg mu nie obiecywał. Nie wiedział, jak ma powiedzieć o swoim pragnieniu, wstał więc z krzesła i, międląc w palcach obrus, wydusił z siebie, oblewając się rumieńcem:
– Nie wiem… Czy to możliwe… Ale ja… powiedzieć… chciałem… Dawno… Tak, ja chcę mieć z tobą dziecko, przepiękna bogini.
Ona, Helena, do Jana – męża podeszła. I z oczu przepełnionych miłością łza szczęścia spłynęła po jej policzku. Położyła mu rękę na ramieniu, a jej oddech gorący rozpalił w nim namiętność. „Ach, cóż za noc to była! A ten ranek! I ten dzień! O, jak przepięknie żyć z boginią!” – myślał Jan, ubierając na spacer drugiego wnuka.
* *
fragment książki „Anastazja” – Władimira Megre

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈ 

„Kiedy rozwijamy serdeczność, kształtujemy również innych. W miarę jak stajemy się milszymi ludźmi, nasi przyjaciele, sąsiedzi, rodzice, partnerzy i dzieci doświadczają mniej gniewu, przez co sami stają się bardziej serdeczni, współczujący i harmonijni. Atmosfera, w jakiej żyjemy, wypełnia się szczęściem, co doskonale wpływa na nasze zdrowie, a być może nawet przedłuży nam życie”.
– Dalajlama

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

 

„Uczeń poprosił mistrza:
– Jesteś taki mądry. Zawsze masz dobre samopoczucie, nigdy się nie złościsz. Pomóż mi, abym i ja stał się taki jak ty.
Mistrz zgodził się i poprosił ucznia, by ten przyniósł kartofla i plecak.
– Gdy się na kogoś obrazisz lub rozzłościsz i zachowasz urazę, – powiedział mistrz, – weź jednego kartofla, napisz na nim imię człowieka, z którym miałeś konflikt i włóż kartofla do plecaka.
– To wszystko? – zapytał zdumiony uczeń.
– Nie – odparł mistrz. – Musisz zawsze nosić ten plecak przy sobie. Za każdym razem, gdy się na kogoś pogniewasz – dorzucaj kolejnego kartofla.
Uczeń pilnie wykonywał polecenia mistrza. Mijał czas, plecak wypełnił się kartoflami i stał się ciężki. Noszenie go wszędzie ze sobą było sporą niewygodą. W dodatku, kartofel, który trafił do plecaka jako pierwszy, zaczął gnić, pokrył się lepkim śmierdzącym szlamem. Inne kartofle puszczały pędy, psuły się, wydzielały ostry, nieprzyjemny zapach.
Uczeń przyszedł do mistrza i zaczął się skarżyć:
– Nie mogę tego świństwa wszędzie ze sobą nosić. Po pierwsze, plecak jest za ciężki, a po drugie – kartofle się psują. Zaproponuj inne rozwiązanie.
Mistrz odpowiedział:
– To samo dzieje się w twojej duszy. Po prostu nie zauważasz tego od razu. Działania zmieniają się w nawyki. Nawyki stają się charakterem, który produkuje złowonne cechy. Dałem ci możliwość obserwacji tego procesu. Za każdym razem, gdy postanowisz się obrazić lub odwrotnie – obrazić kogoś – zastanów się, czy jest ci potrzebny dodatkowy kartofel.”

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Kliknij : A co, jesli pieniądze nie mają znaczenia – Alan Watts

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

„Ty potrzebujesz mieć pieniądze. Wszechświat potrzebuje ciebie z pieniędzmi. Posiadając je możesz zdziałać o wiele więcej. Z pieniędzmi we właściwych rękach można osiągnąć wiele. Bardzo ważnym jest aby wyeliminować wszystkie negatywne uczucia związane z tym tematem. Nie posiadanie pieniędzy nie świadczy o naszej pokorze, rozwoju duchowym czy naszej świętości.  Z drugiej strony posiadanie pieniędzy nie świadczy o naszej chciwości, czy byciu gorszym. Pieniądze działają jak szkło powiększające. Pieniądz uwydatnia światu twoją osobowość. 
Po dojściu do bogactwa ktoś kto jest dbający o innych będzie jeszcze bardziej się tak zachowywał i będzie tak postrzegany.  Ktoś kto jest chciwy i zachłanny rozwinie się jeszcze bardziej w tym kierunku.
Pieniądze to nieograniczona energia. Zacznij ją przyjmować i używać w pozytywnym celu. 
Jesteś potrzebny na tym świecie z pieniędzmi!”

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

„Niektórych ludzi łatwo jest poznać. Są atrakcyjni, otwarci i rozmowni. Interesują się nami, odkrywają siebie. Otwierają przed tobą swoją duszę i w ich obecności miło jest odkrywać ich, jak i siebie. ..Inni ludzie są trudni, nieśmiali lub zamknięci w sobie z powodu bólu, jakiego doświadczyli. Mogą mieć wiele do zaoferowania, wspaniałe poglądy czy lekcje życia oparte na doświadczeniu, jednak nie umieją stworzyć „nici”, czegoś łączącego ich z innymi, znaleźć sposobu na pokazanie siebie. Nie wiadomo jak do nich dotrzeć, a oni nie wiedzą, jak dotrzeć do ciebie. ..W przypadku takich ludzi to ty musisz zbudować „nić ” porozumienia.. Twoja otwartość jak i sympatia do ludzi niszczy ten stan która dana osoba stworzyła… dajesz miłość i otwierasz jej drogę, dokonujesz pewnego rodzaju cudu, który kiedyś powróci do ciebie.”

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

W wysokich górach, w pewnym dalekim kraju, narodziło się dziecko. Było malutkie i delikatne, ale miało w sobie coś szczególnego – całe było wypełnione światłem. Każde dziecko, gdy przychodzi na świat, przynosi ze sobą światło. I właśnie dzięki temu dziecko może robić wszystko, czego zapragnie- może biegać tak szybko jak gepard, pływać i nurkować z delfinami, latać z ptakami, rozmawiać z wiatrem i słuchać jego opowieści. I być tak swobodne i wolne jak one. Rodzice dziecka przygotowali specjalne naczynie- miseczkę, w której chowali to światło. Dziecko rosło zdrowo. A gdy dziecko zaczyna rosnąć, dzieje się tak, że przydarzają się też smutne i przykre rzeczy. Wraz z pierwszymi smutkami i smuteczkami do miseczki zaczęły wpadać kamyki. A to mama nie usłyszała, jak płakało.. ..A to znów przewróciło się, bo nie biegło tak sprawnie, jak inne dzieci….Kamyków w miseczce ze światłem zaczęło przybywać. A to zasmucił go widok płaczącej mamy, albo przestraszył się gniewnego głosu taty, może któryś z kolegów zaśmiał się z niego i poczuł się zraniony, może w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby pocieszyć i czuł się samotny i opuszczony..

Mijały lata, a kamyków było coraz więcej i więcej, aż światła nie było widać już wcale. Wszyscy się zmartwili, ale wiedzieli, że światło w naczyniu jest zawsze. Jednak z miseczką szczelnie wypełnioną kamieniami jest bardzo trudno w życiu i kiedyś wreszcie młody człowiek wyszedł z domu i wyruszył w góry. Musiał wspiąć się bardzo wysoko, żeby uwolnić naczynie od kamieni. Gdy znalazł się na szczycie wysokiej skały, pomyślał, że to jest dobre miejsce, żeby wysypać kamienie. I gdy to robił, kamień po kamieniu, to jak żyw stawał mu przed oczami kolejny obraz – a to jak płakał, a mama nie zdążyła przyjść, a to jak nie biegał tak szybko jak inne dzieci, a to jak siedział sam i czuł się zraniony i opuszczony.. ….Kamień po kamieniu. A naczynie błyszczało coraz jaśniej i jaśniej. I gdy wyrzucił ostatni kamień, rozbłysło pełnym blaskiem światła, które było w nim zawsze.

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Znasz drogę …

Pewnego dnia młody Milton H. Erickson szedł poprzez okoliczne uliczki w stronę swojego domu. Nagle zauważył, że przy jednym z płotów stoi koń, osiodłany, gotowy do jazdy jednak w ogóle nie uwiązany i chyba niczyj. Zbliżył się zatem do konia i z bliska zobaczył, że uprząż był zerwana i na koniu nie było żadnego znajomego znaku okolicznych farmerów. Erickson domyślił się, że ten koń pewnie się zerwał komuś obcemu, spoza ich miejscowości. Erickson, jak zwykle ciekawy, postanowił znaleźć właściciela konia. Dosiadł zatem konia i ścisnął go nogami tak aby ten ruszył. Koń, bardzo zresztą spokojny, podniósł nieco łeb, rozejrzał się i powoli ruszył wzdłuż ogrodzeń, drogą wiodącą do zupełnie obcej miejscowości. Dzień powoli szedł ku południu, późnowiosenne słońce przyświecało już zupełnie gorąco, więc lekki pęd powietrza stępającego konia uprzyjemniał Ericksonowi odprowadzanie konia. Koń spokojnie podążał w tym samym kierunku przez jakiś czas, gdy w pewnym momencie przystanął. I tak stał sobie nic nie robiąc przez jakąś chwilę, po czym zaczął najspokojniej skubać trawę, której zresztą było wokoło bardzo dużo. Po kilku chwilach Erickson zdecydował się lekko ściągnąć konia, spiął go i koń znowu lekko podniósł łeb, rozejrzał się i poszedł dalej w tym samym kierunku. Mniej więcej po około mili, koń przystanął, rozejrzał się i skręcił w prawo, w pole pomiędzy zagonami kukurydzy. Jechali tak ze trzy mile, kiedy koń przystanął i zaczął się rozglądać. Po kilku chwilach koń wciąż stał w miejscu jakby nie wiedział, co dalej. Erickson znowu ściągnął lekko konia, spiął go i koń ruszył. Po kilkunastu metrach skręcił w lewo i dalej idąc w tym kierunku, pomiędzy kolejnymi zagonami kukurydzy doszli po około dwóch milach do jakiegoś domostwa. Z daleka wyglądało jak zagroda i jakiś człowiek się tam kręcił. Kiedy podjechali na kilkanaście metrów, ów człowiek spojrzawszy na konia i jeźdźca zawołał uradowany: „Skąd wiedziałeś, że to mój koń? Zerwał się o brzasku i gdzieś pogalopował. Myślałem, że już go straciłem. A tu taka niespodzianka. Skąd wiedziałeś, że to mój koń? Ja ciebie w ogóle nie znam.” Erickson zsiadłszy z konia uśmiechnął się i odpowiedział: „Nie wiedziałem, że to twój koń. I nie wiedziałem, gdzie mieszkasz.” Właściciel konia spojrzał się podejrzliwie i zapytał: „To jak tu trafiliście? Przecież musiałeś wiedzieć, gdzie odprowadzić konia?” Erickson popatrzył się na właściciela, uśmiechnął się i powtórzył: „Nie wiedziałem. To on wiedział”- pokazał na konia. „Ja tylko pilnowałem, aby koń szedł. Dbałem o to, aby szedł dobrą drogą i nie stał w miejscu. On wiedział sam najlepiej jak trafić do zagrody.”

 ≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

 ≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

 „Było sobie pewne serce. Serce zbytnio otwarte na drugie serce. Kiedyś to drugie serce odeszło. Pierwsze serce zamknęło się.  Niedługo potem trzecie serce przyszło ze zbytnią otwartością do pierwszego serca. Pierwsze serce przyjęło je, ale samo się w pełni nie otworzyło. Trzecie serce myślało, że kocha, choć nie do końca czuło się dobrze, spokojnie i bezpiecznie. Pierwsze serce wiedziało, że to tylko namiastka miłości, ale tak było dla niego wygodnie. Do czasu, bo serce poszukujące miłości chce znaleźć ciepło, a nie wygodę, lęk czy ból. Więc drogi pierwszego i trzeciego serca rozeszły się. Po tych doświadczeniach pierwsze serce poszło do pewnego mędrca i zapytało: 
– Powiedz mi co zrobić, żeby mieć coś więcej niż namiastkę miłości? 
– Wzmocnić serce. 
– A jak to zrobić? 
– Na to potrzebny jest czas i zaufanie w to, że odnajdzie się serce bijące tak samo. Zaufanie jest podobne do siania zboża. Po zasianiu ziaren musisz cierpliwie czekać, aż wydadzą plony. Zasiej ciepło w swoim sercu i pozwól mu rosnąć. W miłości nie ma pośpiechu. Spokojne kroki są dowodem zaufania i siły. Zaufaj, a zobaczysz czym są cuda.”

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

 

Przepiękne słowa wypowiedziane przez starego Indianina.

„PRZYJACIELU,

Nie interesuje mnie, jak zarabiasz na życie. Chcę wiedzieć, za czym tęsknisz i o czym ośmielasz się marzyć wychodząc na spotkanie tęsknocie swego serca.

Nie interesuje mnie ile masz lat. Chcę wiedzieć, czy dla miłości, dla marzenia, dla przygody życia zaryzykujesz, że wezmą cię za głupca.

Nie interesuje mnie jakie planety są w kwadraturze do twojego księżyca. Chcę wiedzieć, czy dotknąłeś jądra własnego smutku, czy zdrady życia otworzyły cię, czy też    skurczyłeś się i zamknąłeś bojąc się dalszego cierpienia. Chcę wiedzieć, czy potrafisz siedzieć z bólem, moim lub swoim, nie starając się pozbyć go, ukryć, lub zmniejszyć.

Chcę wiedzieć, czy potrafisz być z radością, moją lub swoją, czy potrafisz tańczyć z dzikością i pozwolić, by ekstaza wypełniła cię aż po czubki palców, bez upominania nas, że powinniśmy być ostrożni, patrzeć realistycznie na życie i pamiętać o naszych ludzkich ograniczeniach.

Nie interesuje mnie, czy historia, którą mi opowiadasz jest prawdziwa. Chcę wiedzieć, czy potrafisz rozczarować kogoś by pozostać wiernym sobie; czy potrafisz znieść oskarżenie o zdradę i nie zdradzić własnej duszy; czy potrafisz sprzeniewierzyć się, a przez to pozostać godny zaufania.

Chcę wiedzieć, czy codziennie potrafisz dostrzec piękno, nawet gdy nie jest ono ładne i czy potrafisz w jego obecności znaleźć źródło swojego życia.

Chcę wiedzieć, czy potrafisz żyć ze świadomością porażki, swojej i mojej, a mimo to nadal stać nad brzegiem jeziora i krzyczeć do srebra pełni księżyca: „Tak”.

Nie interesuje mnie gdzie mieszkasz ani ile masz pieniędzy. Chcę wiedzieć, czy po nocy pełnej smutku i rozpaczy, zmęczony i obolały, potrafisz wstać i zrobić to, co trzeba, by nakarmić dzieci.

Nie interesuje mnie, kogo znasz i jak się tu znalazłeś, chcę wiedzieć, co jest dla ciebie źródłem siły wewnętrznej kiedy wszystko inne zawodzi.

Chcę wiedzieć, czy potrafisz być sam ze sobą i czy w chwilach samotności takie towarzystwo naprawdę sprawia ci przyjemność.”

Oriah Mountain Dreamer,  maj 1994

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

 Przypowieść o dzbanie

„Pewien nosiwoda w Indiach miał dwa ogromne dzbany, w których codziennie przynosił wodę ze strumienia do domu swojego pana. Jeden z dzbanów docierał pełny, zaś   drugi miał pęknięcie i udawało się donieść tylko połowę jego pojemności. I tak przez dwa lata nosiwoda przynosił jedynie półtora dzbana wody do domu swego pana.  Oczywiście doskonały dzban był bardzo dumny ze swoich osiągnięć, z tego, że tak dobrze wykonuje swoje zadanie. Ale biedny pęknięty dzban był pełen wstydu w związku ze swą wadą i smucił się tym, że jest w stanie wykonać tylko połowę tego, do czego został stworzony. Po dwóch latach swych klęsk, dzban pewnego dnia nad strumieniem przemówił do nosiwody.

– Wstyd mi bardzo i chcę cię przeprosić.

– Za co – spytał zdziwiony nosiwoda.

– Przez ostanie dwa lata byłem w stanie wykonać tylko połowę mojego zadania. Przez pęknięcie na mojej powierzchni woda wyciekała przez całą drogę do domu twojego pana. Moja wada sprawiła, że część twojej pracy idzie na marne. – odparł dzban.

– Gdy będziemy teraz wracać do domu, proszę cię byś się przyglądał dokładnie naszej drodze. – poprosił nosiwoda czując współczucie dla biednego dzbana.

W drodze powrotnej dzban zauważył, że wzdłuż ścieżki, którą pokonywali każdego dnia, rosną przepiękne kwiaty. To go trochę rozweseliło, jednak w domu znów poczuł się bardzo źle i zaczął przepraszać nosiwodę. Ten powiedział:

– Czy zauważyłeś, że kwiaty rosną tylko po twojej stronie ścieżki? Jest tak dlatego, że wiedziałem o twojej wadzie i wykorzystałem ją. Zasiałem kwiaty po twojej stronie dróżki, a ty codziennie je podlewałeś wyciekającą wodą. Przez dwa lata mogłem zbierać przepiękne kwiaty i stawiać je na stole mojego pana. Bez ciebie nie byłoby tyle piękna w jego domu.”